Kochani przepraszam że tak długo nie pisałam, ale musiałam trochę odpocząć i od bloga i od tego co przechodziliśmy ostatnio. Praktycznie całe lato (bez kilku dni) spędziliśmy w szpitalu, wtedy nie miałam dostępu do komputera, a jak wróciliśmy na stałe do domku to jak tylko próbowałam usiąść przy komputerze pojawiał się Wiktorek i kolokwialnie rzecz ujmując "było pozamiatane", królowały bajki na youtube, wieczorami byłam zaś tak zmęczona po całym dniu że brakowało mi weny twórczej. Postaram się teraz nadrobić zaległości, zacznijmy od początku. Wiktorek przeszedł 6 drastycznych bloków chemioterapii, protokół leczenia chłoniaka burkitto przewiduje cztery bloki, ale po konsultacji z konsultantem krajowym prof. Kazanowską Wikusiowi dołożono dodatkowo dwa bloki (powtórka pierwszego bloku i taki sam blok jak 3 i 4), dołożono dlatego że tomograf zrobiony po 3 chemii pokazywał że coś tam jednak na wątrobie zostało, choć nie wiadomo było czy to blizna po resekcji guza czy też jakieś komórki nowotworowe. ostatnie chemie były ciężkie, Wikusia organizm bardzo długo regenerował się, wyniki szybko spadały i czekaliśmy czasami nawet i miesiąc aby doszły do siebie, zarówno po 5 jak i 6 chemii leżeliśmy w izolatce po 3-4 tygodnie, często łapiąc infekcje. W trakcie 5 chemii Wikuś zaczął tracić włosy, które cudem ocalały podczas poprzednich bloków, dopiero teraz mu odrosły.
Tutaj Wiktorek ma jeszcze włoski. Na zdjęciu jest ze swoją koleżanką "spod celi" Anetką (mama Anetki wyraziła zgodę na publikację fotki). Anetka to taka "pierwsza dziewczyna" małego.
Gdy małemu zaczęły wypadać włosy podjęliśmy decyzję o obcięciu pozostałych niedobitków, solidarnie obciął się także tata, jak widać na zdjęciu poniżej.
Samo przebywanie w izolatce podczas upałów i pięknej pogody na zewnątrz było strasznym przeżyciem, mały tęsknił za spacerami, placem zabaw, trzeba było zorganizować mu jakoś wolny czas, często z nudów układaliśmy puzzle. Poniżej Wiktorek i jego samodzielna praca.
albo robiliśmy takie cudeńka z balonów.
lub zjadaliśmy takie ogromne wafle.
Przepustki w domu mijały szybko, najgorsze były powroty do szpitala, Wiktorek już w samochodzie był smutny, ale gdy wchodziliśmy na oddział potrafił powiedzieć do personelu "tęskniłem"
Spiderman to ulubiony bohater Wikusia, nigdzie nie mogliśmy się bez niego ruszyć, nawet do kąpieli.
Wiktorek na początku września gdy jego wyniki poszły w górę (neutrofile osiągnęły magiczną liczbę 1000) miał zdjętą drogę centralną typu broviac (to taki port do podawania leków), Gdy wróciliśmy do domu mogliśmy spełnić jego marzenie i pójść na plac zabaw. Oto kilka fotek z zabaw.
A na koniec jeden z rysunków Wikusia, narysował go w szpitalu. Na rysunku jest mama, Wiktorek i tata, zdziwiłam się ze narysował siebie takiego malutkiego, z włosami (a już ich nie miał) i smutnego.

Do szpitala jeszcze wróciliśmy, mały dostał zapalenia płuc, ciężko oddychał i miał potworny kaszel. Teraz też jest mały na lekach z powodu infekcji, Wojtuś jest po infekcji, ale znając życie pewnie niedługo znów coś przyniesie z przedszkola. Muszę się pochwalić ze Wojtuś od września jest przedszkolaczkiem. Początkowo myśleliśmy że ciężko będzie z adaptacją małego w nowym miejscu, ale miło nas zaskoczył, pierwsze dwa dni były tragedią, Wojtek był non stop na rękach u taty, potem miał 3 dni przerwy od przedszkola (byliśmy wtedy na zdjęciu broviaca z Wikim w szpitalu), a w następnym tygodniu po 2 dniach Wojtuś został sam i do dziś bez problemu zaprowadzamy małego a właściwie zawozimy, rozbieramy z kurteczki i wychodzimy, nie ma płaczu, ba nawet nie ma autoagresji. Wojtuś lubi przedszkole i nawet w weekendy pokazuje nam że chce tam iść.